
W miniony wrześniowy weekend na naszej pięknej malowniczej południowej części województwa małopolskiego (Beskid Sądecki) odbyło się karnawałowe święto biegaczy, coś, na co wielu czeka cały rok i w pocie czoła szlifuje formę, coś co raczej nie jest powtarzalne w skali regionu. Mowa tutaj o
Festiwalu Biegów w Krynicy-Zdroju.
Każdy kto choć trochę interesuje się bieganiem, mniej lub bardziej wyczynowo, czy po prostu lubi pokibicować, poczuć atmosferę rywalizacji, coś dla siebie tutaj znajdzie. Chcesz przelecieć się wymalowany pastą do butów i w samych slipach, nie ma problemu, od tego jest
Bieg Przebierańców . Jesteś sprinterem - od tego masz biegi, począwszy od
Krynickiej Mili, skończywszy na
Życiowej Dyszce Taurona. Kochasz górskie wyzwania - nie ma sprawy,
Bieg na Górę Parkową i 7 dolin się kłaniają. Czy wreszcie chcesz zostać twardzielem i rozkoszować się bieganiem przez 3 dni
Iron Mann (rozgrywany po raz pierwszy) zaprasza.
Łącznie uczestniczyło ponad
8000 zawodników i zawodniczek co jest nowym rekordem frekwencji na festiwalu. Jak pisałem trochę nas było forreściaków tu i ówdzie :) i dlatego skupię się tylko na biegach w których brali udział. Jako pierwszy z naszej paczki rywalizację rozpoczęli najtwardsi z twardych czyli biegacze ultra maratońscy
Jarosław Oleksy, Michalik Paweł.
Rywalizację zaczęli wcześniej niż kury wstają :) czyli o godzinie
4.00 (7.09) co jest normalną porą jeśli chodzi o starty na tych dystansach.
Bieg 7 dolin (100 km, 66 km, 36 km) to jeden z znaków rozpoznawczych festiwalu (obok
Dychy Taurona i Koral Maraton).
W tym roku poprzeczkę podniesiono szczególnie wysoko bo narzucono limit
16 godzin na ukończenie całego
100 kilometrowego dystansu
Co pozostawia minimalny margines błędu zawodnikom. Poziom zawodników był wysoki bo zjawiła się niemal cała czołówka biegaczy utra na czele z zeszłorocznym zwycięzcą Węgrem
Nemethem Csabą.
Jak się można spodziewać Węgierski Ultras obronił tytuł z zeszłego roku i wygrał z czasem
8:57:58 choć do końca musiał się pilnować bo drugi na mecie
Litwin
Grinius Gedininas był gorszy niewiele ponad
5 minut. Bardzo miłą niespodziankę sprawił młodziutki ( 22 lata !! )
Józef Pawlica, który zajął
trzecie miejsce (czas 9:52:15) i był najlepszy z Polaków. Wśród pań triumfowała
Łączak Magdalena (czas 10:07:31) przed
Ewą Majer (czas 10:29:24) i Malinowską-Sypek Agnieszką (czas 12:05:43).

Nie sposób nie wspomnieć o znakomitym
13 miejscu Roberta Farona (10:16:54) reprezentanta naszego powiatu zupełnego debiutanta na takim dystansie.
„Żelazny„ Jarosław Oleksy ukończył zawody na wysokim
164 miejscu z czasem 14:23:18. Niestety
Paweł Michalik zakończył udział w zawodach na
77 kilometrze. Zresztą o skali trudności tego wyzwania jakim jest bez wątpienia
7 Dolin (różnica wysokości + 4480 – 4480 m n.p.m.) świadczy skora liczba osób które nie ukończyła zawodów (pogoda też miała w tym swój udział).
Nie chcę się bawić w statystyki a jeśli ktoś chce to jest już dostępna pełna lista wyników (MaratonyPolskie.PL), bo i tak należy się wszystkim słowa uznania i szacunek, ponieważ podjęli rękawicę a to nie jest "spacerek po górkach''.
Jak już wspominałem w ramach tegoż utra maratonu były rozgrywane zawody na krótszych dystansach takich jak
36 km (Meta Rytro) i 66 km (Meta Piwniczna-Zdrój). Start wszyscy mieli wspólny z deptaka w Krynicy-Zdroju, tylko że w odstępach 10 minutowych.
Właśnie na najkrótszym dystansie, swoją wyśmienitą formę potwierdził Nasz Szanowny Wiceprezes :)
Darek Bielak zajmując
5 miejsce z czasem 3:15:48 (pomimo bolesnego upadku). Zwyciężył
Mika Oskar (czas 3:03:50) przed
Piotrkiem Pociechą (czas 3:06:00) oddanym przyjacielem naszego klubu. Na trzecim miejscu był
Leśniak Piotr (czas 3:07:57). Wśród pan zwyciężyła
Kwiatkowska Dorota (czas 3:46:57), przed
Wydrą Pauliną (czas 3:52:22) i
Kołakowską Anną (czas 4:15:20). Dobrym prognostykiem jeśli chodzi o
Edwarda „edka” Muchę ( juniora ) przed
II Górskimi Mistrzostwami Polski w Nordic Walking na dystansie 4 km był jego srebrny medal wywalczony w
Złotoryi. Dobre przeczucia zamieniły się w fakty, bo edek zwyciężył w swojej kategorii
( M 50 ) bezapelacyjnie
z czasem
32:02, równocześnie zajmując
4 miejsce w kategorii
Open ustępując tylko „ młodzieży „ czyli pierwszemu
Pakosz Piotrowi ( czas 31:01 ), drugiemu
Rosińskiemu Michałowi (czas 31:20), trzeciemu
Gorczycy Tomaszowi ( 31:35 ). Tym większy należy się szacunek naszemu zawodnikowi że były to zawody rozgrywane na zasadzie pościgowej , to znaczy startowano zawodników co 30 sekund kategoriami wiekowymi najpierw najmłodsi a na końcu najstarsi. Ja, czyli
Paweł Sułkowski zaliczyłem swój debiut na tego typu imprezie, bardziej się bojąc się żeby komuś ( lub sobie ) krzywdy kijkami nie zrobić :) no i oczywiście dyskwalifikacji, bo jeśli chodzi o technikę jestem jeszcze zielony, niż przejmując się miejscem i czasem. W sumie poszło nie najgorzej bo udało się zająć
22 miejsce ( Open ) z czasem 35:31. Kolejny medal Mistrzostw Polski dla naszego klubu zdobył
Piotr Faron ( ojciec Roberta ) nasz świeżo upieczony członek klubu, który został po zaczętej walce ( wygrywając na ostatnich metrach o 2 sekundy !! )
Mistrzem Polski w kategorii M 60 z czasem 34:37. Wśród pań wygrała
Pakosz Irena z czasem 33:47. Po nie niewiele ponad 1,5 godzinnej przerwie razem z
Edkiem postanowiliśmy rekreacyjnie :) przelecieć się nad królującą nad Krynicą
Górą Parkową ( dystans : 1300 m ) w ramach w ramach
Małopolskich Biegów Górskich ( bieg typu alpejskiego ). Bieg bez historii . Wygrał świetnie wszystkim znany
Andrzej Długosz ( czas 9:11 ), przed młodymi wilczkami
Marmolem Łukaszem ( czas 9:44 ) i Trojanowskim Krzysztofem ( czas 10:19 ). Wśród pań triumfowała nie mniej znana specjalistka górska
Izabela Zatorska ( 11:18 ) uczestniczyła w tym biegu również celebrystka
Edyta Herbuś.

Oczywiście zostało to zauważone i docenione przez męską cześć zawodników :)
. Poza tym kolega Edek zdobył kolejne cenne punkty do klasyfikacji generalnej całego cyklu ( łącznie rozgrywanych jest 10 biegów ), a ja się przewietrzyłem :). Po stoczeniu się z góry i odświeżeniu poszliśmy pokibicować uczestnikom
Życiowej Dychy Taurona (zwłaszcza naszemu klubowemu koledze
Jarkowi Włodarczykowi )
reklamowanej słusznie jako najszybsze 10 km w kraju , co faktycznie jest zgodne z prawdą bo trasa przez całą jej długość wiedzie lekko w dół ( Meta- Muszyna Rynek ) dzięki czemu można uzyskać rekord życiowy. Co wcale nie czynni tego biegu łatwego !!. Po pierwsze z powodu ciasnego deptaka krynickiego gdzie jest start , a w tym roku wystartowało ponad
3000 zawodników co jeszcze potęgowało ciasnotę oraz to że zbiega się w dół a kto biega zwłaszcza po górach ten wie że strasznie eksploatuje to mięśnie uda (zwłaszcza czworogłowe) oraz kolana. Tak więc niby łatwiej, ale....Wygrał Polak
Kozłowski Artur z czasem 27:49 ucierając tym nosa dwóm
Kenijczykom Metto Davidowi ( 27:50 ) i Kemboi Henriemu ( 27:59 ). Wśród pań najlepsza była Kenijka
Biwott Gladys Jepkurui ( 32:37 ). Jarek Włodarczyk zajął bardzo dobre 276 miejsce ( OPEN ) z czasem 41:36.
Oczywiście było dużo więcej biegów, i innych atrakcji ( pasaż handlowy gdzie się można było ubrać od stóp do głów w niezbędny strój do biegania, panele dyskusyjno-tematyczne itp. ), ale jak już wspominałem we wstępie będę się odnosił tylko do tych zawodów w których brali nasi zawodnicy i o których wiem. Niestety zauważyłem, i sądząc po forach różnych portali biegowych i inni zauważyli, szereg mniej lub bardziej poważnych błędów uchybień organizacyjnych typu chaos i bałagan w biurze zawodów ( typu nikt nic nie wie ) , błędy na listach startowych, w wynikach, te same medale !!, Nagradzanie tylko zwycięzców kategorii ( np. W Nordic Walking ) itd.. Nie piszę tego ze złośliwości czy z zazdrości, bo życzę temu gigantycznemu jak na skalę regionu i kraju przedsięwzięciu wszystkiego najlepszego bo to najlepsza promocja naszego terenu, ale moim zdaniem osoby decydujące tutaj powinni usiąść i dobrze się zastanowić w jakim kierunku chcą iść ( moim zdaniem za dużo biegów, a ilość nie zawsze idzie w parze z jakością ) i co należy poprawić bo jeśli z roku na rok będzie coraz gorzej
Festiwal Biegowy umrze śmiercią szybką i gwałtowną. Tyle negatywów.
Na plus na pewno należy zapisać ofiarną i pełną poświęceń pracę wolontariuszy, poznanie kolejnych fajnych ludzi takich jak
Darek Ślaga z którym podróżowałem do Krynicy i z powrotem. Niezwykłego człowieka obdarzonego niezwykłą energią, poczuciem humoru, i wysoką formą biegową - pomimo ponad 50 lat i przebytej niedawno chorobie nowotworowej.
Źródło:
www.forrest-limanowa.pl